Jak wygląda flaga Polski? What does the Polish flag look like? 200. 3 POWSTANIA. 3 UPRISINGS. 200. W 1791 r. podpisał konstytucję 🇨🇿 Flaga: Czechy Znaczenie Emoji. To jest flaga narodowa Czech. Nazywany Również. 🇨🇿 Flaga Czech; Nazwa Apple. 🇨🇿 Flag of Czechia Jak wygląda emoji na Apple iPhone, Android i innych platformach Tylko świeże owoce, które nie zostały poddane obróbce termicznej. Więc jak widać jedzenie środka ananasa to dobry pomysł, gdyż zawiera on najwięcej tego enzymu. Spożywanie środka ananasa na surowo jest wskazane. Można jest go samego, można go zblendować i połączyć z innymi owocami. Pomysłów jest masa. 1) Która to flaga Polski? 2) Jak wyglądają kontury Polski na mapie? 3) Jak wygląda godło Polski? 4) Jak się nazywa stolica Polski? Jak wygląda flaga Bangladeszu? Odpowiedź: MR. Jaka waluta jest w Bangladeszu? Bangladesz graniczy z takimi krajami jak: Mjanma 193 km, Indie 4 053 km. Państwo, w którym mieszkamy to, Wymień symbole narodowe., Jak wygląda flaga Polski?, Jak wygląda godło Polski?, Jak nazywa się hymn Polski?, Zaśpiewaj hymn Polski., W jakiej miejscowości jest nasze przedszkole?, Jak nazywa się polskie morze?, Jak nazywają się góry w Polsce?, W jakim mieście mieszka Smok Wawelski?, Znany Polak to, Zaśpiewaj polską piosenkę. , Najdłuższa . Dziś kierunek nieoczywisty. Trafiłam tam jakiś czas temu przejazdem, a właściwie przelotem w trakcie podróży do Abu Dhabi. Słynna podróżniczka Martyna Wojciechowska powiedziała kiedyś, że „może faktycznie to nie my wybieramy nasze podróże, tylko one nas?”. Wielokrotnie okazało się już, że nie mogę się z tymi słowami nie zgodzić. Mało prawdopodobny jest fakt, że zaplanowałabym weekend w Belgradzie tak, jak to bywa w przypadku moich innych city break. Dlaczego tak uważam? O tym właśnie jest dzisiejszy wpis. Belgrad – warto, czy nie warto? #Architektura i zabytki Na początku muszę zaznaczyć, że Belgrad to nie miasto w stylu Pragi, Bukaresztu czy Budapesztu. Nie znajdziecie tu imponującej architektury i okazałych zabytków. Oczywiście jest kilka miejsc, które warto zobaczyć. Mam na myśli Belgradzki Fort Kalemegdan z XVII wieku, górujący nad Sawą i Dunajem czy Cerkiew św. Sawy. Jednakże w ostatecznym rozrachunku Belgrad niestety pozostaje brzydszą, smutniejszą i z pewnością biedniejszą kuzynką innych stolic europejskich dawnego bloku wschodniego. W sumie trudno się dziwić. Rozpad Jugosławii i trwająca ponad dwa lata wojna domowa na Bałkanach, jaka skończyła się tu zaledwie w 1995r. zniszczyła miasto, które i tak nie było wcześniej w dobrej kondycji. To, co rzuca się w oczy to straszące budynki – zaniedbane i bez polotu – doskonale pamiętające czasy kwitnącego komunizmu. Dookoła panuje prawdziwy misz-masz architektonicznych stylów i przytłaczający chaos. #Atrakcje turystyczne Z tym w Belgradzie również nie jest najlepiej. Zazwyczaj wspomina się o Muzeum Lotnictwa, położonego zaledwie kilkaset metrów od lotniska im. Nikoli Tesli, które także wymaga poważnego zastrzyku finansowego. Muzeum powstało w 1957 r. i od tego czasu chyba niewiele się w nim zmieniło. Obiekt jest zaniedbany i wyraźnie niedoinwestowany, ale na szczęście pierwsze, mizerne wrażenia rekompensują zgromadzone w nim eksponaty. Możecie obejrzeć z bliska legendarne brytyjskie myśliwce Hawker Hurricane oraz Supermarine Spitfire. Najciekawszy jest jednak zestrzelony przez Serbów amerykański superbombowiec F-117 Nighthawk, który podobno był niewidoczny dla radarów. Najwyraźniej nie do końca 😉 I tu niestety muszę postawić kropkę. Więcej atrakcji, jakie mogłyby to miasto wyróżnić, w Belgradzie moim zdaniem brak! Prawdopodobnie będziesz chciał przeczytać tekst City Break Erywań – czyli o tym, że lepiej pojechać gdzie indziej #Serbska kuchnia Muszę jednak uczciwie przyznać, że lokalna kuchnia to chyba jedna z niewielu rzeczy, na które w Belgradzie nie można narzekać. Bałkańska kuchnia jest bardzo smaczna i w porównaniu do innych miejsc w Europie wyjątkowo tania. Kuchnia serbska to połączenie smaków środkowej Europy, Morza Śródziemnego i w Belgradzie warto spróbować čevapčici, czyli popularnych na całych Bałkanach roladek z mielonego mięsa, serwowanych z cebulą i chlebem. Drugie typowe danie to pljeskavica, czyli grillowany kotlet z mielonego mięsa wołowego z dodatkiem doskonałych takim obżarstwie niezbędna jest oczywiście śliwowica, nie rzadko zawierająca aż 60% alkoholu!!! Miałam okazję odwiedzić słynną, najstarszą w Belgradzie restaurację Znak Zapytania, czyli „Kafana” – inaczej „?” Mogę Wam ją śmiało polecić! Oczywiście nie oczekujcie specjałów rodem z trzygwiazdkowych restauracji Michelin, ale miejsce jest klimatyczne i ma z pewnością to coś. Muszę zaznaczyć, że istnieje nieprzerwanie od gości przykuwa dawny wystrój wnętrza, który podkreśla klimat tego miejsca. Nie pozostaje to bez wpływu na odczuwanie smaku tradycyjnych, serbskich dań. Inna kulinarne opcje to liczne restauracje i knajpki, usytuowane wzdłóż ul. Kniazia Michaiła. Deptak ten jest typowy dla innych europejskich stolic. Znajdziecie tam po prostu wszystko – od fastfoodów po eleganckie kawiarnie i sklepy znanych na całym świecie marek odzieżowych. #Atmosfera miasta Belgrad to miejsce przedziwne. Czułam się w nim tak, jakbym przeniosła się w czasie o jakieś 30 lat wstecz. Ulica jest szara i smutna, w najlepszym wypadku można ją nazwać przeciętną. Nawet mieszkańcy wydają się być trochę jak z innej epoki. Sugeruje to ich ubiór, a nawet kobiecy makijaż – już dawno nie widziałam tylu Pań, z błękitnym cieniem na powiekach 😉 Na każdym kroku napotkać można rozłożone na ziemi przenośne stragany, na których sprzedawane są rozmaite przedmioty. Nie wygląda to estetycznie, ale jak widać w Belgradzie jest to zjawisko zupełnie naturalne. Niestety powoduje to, że ulica momentami bardziej przypomina bazar, a nie ścisłe centrum miasta. Moja wizyta w Belgradzie trwała bardzo krótko, więc wrażenia są takie, jakie są… Również z tego względu ciężko jest mi zweryfikować miano „imprezowej stolicy Europy”, jakie w ostatnich latach przywarło do stolicy Serbii. Być może miasto zyskuje przy bliższym poznaniu, ale według mnie nie można liczyć na zbyt wiele. W przeważającej większości odwiedzonych miejsc jest ponuro i przygnębiająco, ale za to bardzo tanio. Mimo upływu lat, napotkać można jeszcze ślady krwawego konfliktu. Wydaje mi się, że musi upłynąć jeszcze sporo czasu, zanim Belgrad i jego mieszkańcy „dogonią” resztę Europy. Z drugiej strony, nie do końca jestem przekonana, czy w ogóle są tym zainteresowani… Na zakończenie przyznaję swoje stylowe gwiazdki – centrum miasta – Restauracja „?” – serbska kuchnia – Muzeum Lotnictwa Ściskam Was stylowo, Ania A czemu chcesz przewalutowywać w sklepach? W Polsce też płacisz inną walutą?Proponuję zobaczyć jaki masz spread w kantorach, jak wygląda ok to tutaj sobie wymienić trochę żeby mieć jakąś gotówkę, a na miejscu starać się wszędzie płacić kartą, a jak masz dobry bank to nawet z bankomatu ciągnąć pieniądze bo tak wyjdzie pewnie _________________Zanim zadasz pytanie na forum poszukaj. Potem poszukaj jeszcze raz. Potem idź zrób sobie herbaty i poszukaj trzeci raz, tylko 90% szans że ktoś już pytał o to samo co Ty, tylko nie potrafisz/nie chce Ci się znaleźć odpowiedzi. SERBIA Mój Belgrad Poruszanie się po Belgradzie Przygoda w kanionie rzeki Tribuća Raszka, kolebka serbskiego państwa Topola - winnice królewskie Wzdłuż Dunaju Poruszanie się po Belgradzie Zwiedzanie pieszo Belgrad, jak oczywiście każde miasto, najlepiej jest poznawać pieszo. Wtedy mamy możliwość poczuć miasto wszystkimi zmysłami, jego zapach, dźwięki i autentyczne życie ulicy. Jednak nie jest łatwo być pieszym w stolicy Serbii. Oczywiście żaden kierowca nie będzie próbował rozjechać pieszego z rozmysłem, ale też nie zatrzyma się przed przejściem z własnej woli. Dlatego, aby zyskać szacunek szoferów, należy się wykazać odwagą i zdecydowaniem. Wtedy mamy możliwość przejść przez ulicę bez oczekiwania aż ktoś się zlituje i nas przepuści. Bez względu na to, że Belgrad jest bezpiecznym miastem i nie ma dzielnic, do których nie należy zaglądać, na turystów czekają rozmaite pułapki życia codziennego. Jedną z nich są psie odchody na chodnikach, szczególnie w samym centrum. Rzecz jasna odpowiednie przepisy nakładają na właścicieli obowiązek posprzątania po swoim pupilu, ale nikt tego nie egzekwuje. Może jeszcze bardziej niebezpieczną rzeczą są otwarte studzienki kanalizacyjne i inne, na jakie możemy się często natknąć na naszej drodze. Niejednokrotnie zbieracze surowców wtórnych zabiorą i pokrywę studzienki, którą z zyskiem sprzedadzą na złom. Tak więc należy dobrze patrzyć pod nogi ale nie tylko. Wskazane jest też patrzenie w górę, skąd może spaść fragment zniszczonej fasady lub sopel lodu, ale to raczej tylko w zimie. Latem natomiast możemy zostać polani wodą spływającą z klimatyzatora, które to często są umiejscowione na ścianie budynku, a nie mają zbiornika na wytwarzaną wodę. Oczywiście i tu istnieje przepis nakazujący uregulowanie odpływu i zabezpieczenie przechodniów. W Belgradzie jest wiele bezpańskich psów. Jednak jeżeli nie będziemy ich zaczepiać to i one nie będą zaczepiały nas. Problem się pojawia jeżeli boimy się psów, tak jak ja, lub nocą wkroczymy na jakiś teren, który jakieś stado czworonogów uważa za swój. Poruszanie się samochodem Kolejną przygodą naszego życia może być jazda samochodem po Belgradzie. Bez względu czy to nasze własne czy wynajęte auto, trzeba zachować ogromną ostrożność, bowiem kierowcy wyprzedzają bez kierunkowskazów, zmieniają pasy nagle i bez sygnalizowania tego zamiaru, jeżdżą szybko i nerwowo. I oczywiście w każdej sytuacji uważają, że to oni mają rację. Nie należy się tym zbytnio przejmować. Polecam jeździć zgodnie z przepisami, dozwolona prędkość w mieście to 50 km/h, jeżeli znaki nie mówią inaczej. Na miejscach z ograniczeniem policja często kontroluje szybkość. Należy ignorować nerwowe trąbienie jakie występuje przy ruszaniu, jak tylko światło zmieni się na żółte. Obowiązkowe jest zapinanie pasów. Dzieci do lat 12 nie mogą siedzieć na przednim fotelu. W związku z brakiem dostatecznej ilości miejsc do parkowania, samochody są parkowane bardzo blisko siebie i często są ocierane, nikt się specjalnie tym nie przejmuje. Strefy parkowania w centrum są oznaczone kolorami: I – czerwona, tu możemy parkować godzinę, II – żółta, parkowanie dwie godziny i III – zielona, trzy godziny. Po upływie tego czasu należy zabrać samochód z tej strefy. Za parkowanie płaci się SMS-em, na numery, które są podane na znakach oznaczających strefę na początku każdej ulicy należącej do danej strefy i na skrzyżowaniach. Należy wysłać SMS z numerem rejestracyjnym samochodu, bez odstępów, na numer przypisany danej strefie. Otrzymamy SMS zwrotny z potwierdzeniem opłaty za parkowanie. Przed zakończeniem opłaconego czasu także przychodzi do nas SMS informujący o tym fakcie. Za parkowanie płaci się w dni robocze od 7 do 21 a w soboty od 7 do 14. Po tym czasie możemy parkować bezpłatnie i bez ograniczeń. Innym wygodnym rozwiązaniem jest pozostawienie auta w publicznym garażu, gdzie nie musimy kontrolować czasu. Takich garaży jest w Belgradzie sporo, a zazwyczaj ilość wolnych miejsc jest wyświetlana na elektronicznej tablicy przed garażem. Szczyt komunikacyjny zdarza się w każdy piątek po południu, ale coraz częściej i w inne dni tygodnia i jest ciężki do przewidzenia. Jedyne, co jest pewne, to korki w deszczowe dni, kiedy to natężenie ruchu jest zwiększone kilkakrotnie. Taxi Poruszanie się taksówką po Belgradzie należy do sposobów wygodnych i niedrogich w stosunku do innych stolic europejskich. Jednak i tu należy zachować ostrożność. Większość taksówkarzy zrzeszona jest w korporacjach i można ich wezwać telefonicznie, wsiąść do taksówki na postoju lub zatrzymać pojazd przez podniesienie ręki na ulicy. Na postojach należy uważać na „dzikich” taksówkarzy, którzy pracują według własnego cennika lub nawet bez taksometru. Należy bezwzględnie unikać postojów przy dworcu kolejowym, autobusowym, na placu Terazije (przy początku ulicy Kneza Mihaila), przy dużych centrach handlowych. Zdarzają się nieuczciwi kierowcy, którzy włączają wyższą taryfę na taksometrze lub mają taksometry tak ustawione, że mimo właściwej taryfy opłata jest naliczana szybciej niż powinna. Każda taksówka powinna mieć oznaczenia korporacji, jeżeli ich nie ma to może to być taksówkarz niezależny i wśród nich często spotyka się naciągaczy. Oczywiście każdy pojazd musi mieć taksometr (cena nie jest negocjowalna), cennik usług i identyfikator kierowcy ze zdjęciem. Sama podróż taksówką to ciekawe doświadczenie. Przyjęte jest, że pasażer, jeżeli ma na to ochotę, siada obok kierowcy. A rozmowa z kierowcą należy do dobrego tonu. Sami kierowcy są zazwyczaj chętni do konwersacji i są doskonałym źródłem informacji o wydarzeniach w mieście. Z lotniska można oczywiście dostać się do miasta taksówką. Aby uniknąć naciągaczy, którzy czatują w hali przylotów i zachwalają swoje nierealnie drogie usługi, należy wziąć voucher przy samym wyjściu z hali. Cena jest z góry ustalona w zależności od tego, w której strefie znajduje się interesujący nas adres docelowy. Przejazd do centrum miasta to 1800 din (1 EUR=122 din). Z voucherem udajemy się do taksówki na postoju przed wyjściem, dajemy go kierowcy i jedziemy. Płacimy kierowcy przy wysiadaniu. Napiwki dla kierowców są mile widziane, zazwyczaj rachunek się zaokrągla w górę, przewóz bagażu jest wliczony w cenę, a na naszą prośbę kierowca ma obowiązek wystawić rachunek. Jeżeli kierowca pali i to nam przeszkadza, proszę spokojnie poprosić o zgaszenie papierosa. A jeżeli zamawiamy taksówkę telefonicznie, możemy poprosić o niepalącego kierowcę. Komunikacja publiczna Belgradzki transport miejski obejmuje autobusy, tramwaje i trolejbusy. Jest to szybszy rodzaj przemieszczania się niż własny samochód, bo (w centrum) pojazdy jadą po specjalnych bus pasach. Transport autobusowy obsługuje państwowy przewoźnik i przewoźnicy prywatni, dlatego wygląd autobusów miejskich, jak i ich stan, są bardzo zróżnicowane. Na wszystkie rodzaje komunikacji miejskiej obowiązuje jeden rodzaj biletu, który możemy kupić w kiosku lub u kierowcy (po wyższej cenie - 150 din). W kiosku możemy kupić elektroniczny bilet, na który wielokrotnie możemy dopłacać wybraną kwotę. Dokonuje się tego w punktach (najczęściej kioskach) z napisem BusPlus. Jest kilka rodzajów biletów BusPlus: elektroniczna portmonetka – karta kosztuje 250 din plus kwota jaką chcemy wpłacić, co można robić wielokrotnie na jedną kartę, ważna jest przez 3 lata od kupienia. Po wejściu do autobusu należy kartę odczytać, przykładając ją do czytnika umieszczonego przy drzwiach. Zostanie z niej zdjęta odpowiednia kwota (1 i 2 strefa 89 din, ważna 90 min od odczytu, można w tym czasie zmieniać środki transportu, ale przy każdej przesiadce trzeba kartę ponownie odczytać. Ważne jest abyśmy wsiedli do ostatniego środka komunikacji miejskiej przed upływem 90 min i możemy kontynuować podróż dowolnie długo, to znaczy do końcowego przystanku). Z takim rodzajem karty może podróżować jedna lub więcej (do 5) osób, co reguluje się odpowiednimi ustawieniami na samym czytniku, przed odczytaniem karty. dzienne karty – kupuje się w kiosku i są ważne od momentu zakupu przez 1, 3 lub 5 dni. Nie obejmują linii nocnych (od 00 do 04h). Cena za 1 i 2 strefę odpowiednio: 1 dzień – 250 din, 3 dni – 700 din i 5 dni – 1000 din. Sama karta w kiosku kosztuje 40 dinarów. Taką kartę należy przykładać do czytnika przy każdym wsiadaniu i przesiadce. bilety jednorazowe – kupowane u kierowcy, nie muszą być odczytywane na czytniku, kosztują 150 din (1 i 2 strefa). Należy przygotować drobne, bo nie zawsze kierowca ma odpowiednio małe nominały aby wydać resztę. Wszystko wygląda skomplikowanie, ale nie jest takie. Po pierwszej przejażdżce po mieście z pewnością opanujemy wszystko. Mapa stref jest umieszczona w każdym pojeździe, zazwyczaj za kierowcą. 1 i 2 strefa obejmują centrum i szerszy obszar miasta, włączając lotnisko i jest to rejon wystarczający do zwiedzania miasta. W pojazdach częste są kontrole, a kontrolujący mają czytniki do kart BusPlus i są w cywilnych ubraniach, pracują we wszystkie dni tygodnia, także w niedziele. W transporcie miejskim zdarzają się nielogiczne sytuacje, kiedy po długim okresie oczekiwania, na przystanek podjedzie kilka autobusów z tym samym numerem. Zdarzają się też przestoje na liniach tramwajowych, kiedy to ze względu na awarię lub po prostu brak prądu, tramwaje stoją jeden za drugim. Sama podróż tramwajem jest przygodą, bo stare pojazdy (a takich jest większość) huśtają się jak na falach wzburzonego oceanu i dostarczają niezapomnianych przeżyć pasażerom. Tramwajowa linia numer 2 krąży wokół starej części miasta i jest doskonałym środkiem do poznania życia ulicznego stolicy za niewielkie pieniądze. Nowe, komfortowe hiszpańskie tramwaje jeżdżą na liniach 7, 9 i 13, do Nowego Belgradu, bowiem większość szyn w starej części miasta nie jest do nich przystosowana. Na wszystkich przystankach możemy otrzymać precyzyjne informacje w odległości ilu przystanków znajdują się autobusy, trolejbusy czy tramwaje przyjeżdżające na ten przystanek. Należy jedynie wykonać połączenie z telefonu komórkowego z numerem, jaki jest podany na każdym przystanku. Opłata jest symboliczna. Kierowcy komunikacji miejskiej nie zawsze stosują się do ograniczeń prędkości i może nam się zdarzyć, że kierowca śpieszący się na obiad do domu, rozwinie zawrotną dla takiego pojazdu szybkość. To też ciekawe doświadczenie. Trafiają się też szoferzy rozmawiający przez telefon w czasie jazdy, ale także wpuszczający pasażerów pomiędzy przystankami :) Tu pozdrowienia dla pana kierowcy na linii 51. Jak w każdym większym europejskim mieście, trzeba uważać na złodziei kieszonkowych, szczególnie często operujących w godzinach szczytu w zatłoczonych autobusach. Latem korzystanie z usług komunikacji miejskiej może być utrudnione, bo liczba pojazdów bywa znacznie zmniejszona i nasza cierpliwość może być wystawiona na ciężką próbę. Także sama podróż nie stanowi przyjemności z uwagi na temperatury i często niewystarczająco wydajną klimatyzację. Krótsze odcinki proponuję pokonywać pieszo, co w takich warunkach wydaje się lepszym rozwiązaniem. Rowery Ścieżki rowerowe są wyodrębnione w niektórych częściach miasta, jak np. Nowy Belgrad. W innych rowerzyści są zmuszeni do poruszania się po ulicach razem z samochodami, co bywa uciążliwe. Najlepsze do jazdy są ścieżki wzdłuż Dunaju i Sawy (z Zemunu poprzez Nowy Belgrad), przez Most Branka (Brankov most) – gdzie jest winda dla rowerów, a także wzdłuż rzek, od dzielnicy Dorćol do Ady Ciganliji. Przy samych ścieżkach są miejsca do odpoczynku i serwisy rowerowe. Ada Ciganlija jest również świetnym miejscem dla rowerzystów i to zarówno ze swoim pojazdem jak i bez. Na samej Adzie jest kilka wypożyczalni rowerów dysponujących różnymi pojazdami, które zadowolą młodszych i starszych amatorów pedałowania. Istniejące ścieżki rowerowe są często okupowane przez spacerujących, ponieważ mają równą nawierzchnię, a także przez bezdomne psy, dla których obszczekanie rowerzysty jest rozrywką i z tym też należy się liczyć. Mimo wielu „niebezpieczeństw” jakie czyhają na turystów przybywających do Belgradu, poruszanie się po tym mieście, jakimkolwiek środkiem transportu, zapadnie długo w pamięć. Tak jak i bezinteresowna pomoc, na jaką możemy liczyć ze strony mieszkańców, którzy są skorzy nieść ją w każdej chwili. Od starszych pań zagadujących w autobusie miejskim, poprzez taksówkarzy barwnie opowiadających o swoim mieście, po młodych, poświęcających swój czas by odprowadzić zbłąkanego turystę na właściwe miejsce. Te wszystkie odruchy serca wynagrodzą dziurawe ulice, zatłoczone trolejbusy czy wąskie chodniki z nieprzepisowo zaparkowanymi samochodami. Bo dla mnie Belgrad to przede wszystkim ludzie a jak się po nim będziemy poruszać to sprawa drugorzędna. Może się kiedyś spotkamy na jakiejś belgradzkiej ulicy? * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * tekst i zdjęcia: Irmina Stanković (Belgrad) blog autorki: Serbia po polskuIrmina Stanković na stałe mieszka w Belgradzie, gdzie jako zawodowy przewodnik oprowadza wycieczki po najciekawszych jego zakątkach. Jeśli wybieracie się do Serbii, to już wiecie, kto będzie Waszym najlepszym przewodnikiem (nie tylko po stolicy!) - kontakt: w linku do bloga autorki - polecamy! Bałkańska księgarnia Potrzebujesz sprawdzonego przewodnika po Bałkanach? Poszukujesz niezawodnej mapy? Polecamy książki, przewodniki i mapy wprost od wydawcy! Zajrzyj do naszej księgarni! Podróżuj bezpiecznie! Każdy wyjazd wiąże się z potencjalnym zagrożeniem. Bezpieczeństwo osobiste, ubezpieczenia, podróż samochodem, pociągiem, samolotem Sprawdź! Bałkańskie rytmy Kręcą Cię bałkańskie klimaty? Posłuchaj utworów, które przeniosą Cię w niesamowity świat dźwięków i poezji. Teledyski, teksty oraz tłumaczenia bałkańskich utworów. Posłuchaj bałkańskich rytmów! Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czarnogóra, Grecja, Macedonia, Rumunia, Serbia, Słowenia, Turcja Wszystkie kraje >> Wojwodina - Nowy Sad Adres: Serbia Wojwodina Nowy Sad, Stari grad Wojwodina: Autonomiczny okręg Serbii Stolica - Nowy Sad Przez Serbów nazywany Serbskimi Atenami Liczba ludności: ~381 tys. (2002r.) Powierzchnia: 129,4 km kw. Atrakcje turystyczne: Twierdza Petrovaradin Dunaj i liczne plaże Ok. 20 km od Centrum miasta Park Narodowy Fruška Gora Serbski Teatr Narodowy Festiwal muzyczny EXIT Novi Sad Jazz Festival Belgrad Adres: Serbia Belgrad, Kneza Mihaila Miasto: Stolica Serbii Starożytne Singidunum, daw. Białogród Liczba ludności: ~ 1,75 mln (2007r.) Powierzchnia: 359,9 km kw. Klimat: cechy klimatu kontynentalnego oraz umiarkowanego Parkowanie: w wyznaczonych miejscach za opłatą za pomocą smsa Belgrad uznawany jest ja za jedno najbardziej imprezowych miast świata Atrakcje turystyczne Ujście rzeki Sawy do Dunaju Twierdza Kalemegdan Cerkiew Św. Sawy Parlament Mauzoleum Josipa Broz Tito Ada Ciganlija - zalew rekreacyjny Zlatibor Adres: Serbia Zlatibor, Улица Панта Мијаиловића Miasto i region w Alpach Dynarskich Miejsce wypoczynku Serbów Baza wypadowa w Góry Dynarskie Jezioro zlatiborskie Dane aktualne na dzień Corps Diplomatique na Bałkanach Granica Węgry-Serbia Góry Po roku oczekiwania nadszedł w końcu czas wakacji. Czas w którym, wsiadamy, jedziemy i odpoczywamy. Zapraszamy na I część opowieści pod hasłem “Kropek na nieznanych drogach – Serbia”. Sam pomysł wakacji na Bałkanach wziął się z chęci zobaczenia czegoś innego niż w typowych kurortach z milionami “europejskich” turystów. Zobaczenia krajów gdzie całkiem niedawno toczyła się wojna, gdzie od 20 lat ludzie w końcu mają prawo posiadać samochód (relacja z Albanii), gdzie na podwórku pod oknem znajdują się groby bliskich (relacja z Sarajewa) i w końcu gdzie góry wpadają do morza (relacja z Czarnogóry). Trasa przebiegała tak aby zobaczyć stolice poszczególnych bałkańskich krajów. W pierwszy dzień jechaliśmy głównie autostradami (trzeba było tylko przebić się przez Polskę i kawałek Słowacji). Jako, że czekało na nas kilka państw i różne waluty postanowiliśmy wziąść tylko Euro wymieniając je na bieżąco wtedy kiedy potrzeba. Wczesnym rankiem, w końcu do pierwszego celu było ok. 900km, uruchomiliśmy silnik i pojechali przez Bratysławę i Budapeszt wprost pod granicę Serbską, gdzie miała się zacząć Nasza bałkańska przygoda. Kilkadziesiąt samochodów na dwóch pasach przed granicą przypomniało nam o tym, że tu kończy się Unia Europejska i zaczyna inny nieznany nam świat. Granica z Serbią Ale zaraz! Trzeci pas był wolny, nikt nie zapuszczał się do tego okienka, a nad nim znajoma flaga z gwiazdkami i napis “EU citizens”. Spojrzeliśmy na siebie, na znak, na samochody w kolejce (również z rejestracjami unijnymi), na wolny pas, na siebie i lampka nad głową oraz delikatny uśmiech powiedział nam, że “EU citizens” to my 🙂 Kierunkowskaz, jedynka, skręt, dwójka, mijane samochody, trójka, mijane spojrzenia zawistnych (a może zdziwionych) kierowców, czwórka, hamulec i okienko paszportowe. -Passports, please – rzekła celniczka, -Here you are – odpowiedzieli podróżnicy, -Ok, you can go – powiedziała Pani w mundurze, -Bruuum – odparł zadowolony Kropek. Przejechaliśmy przez granicę a za nami pozostał tłum samochodów. Poczuliśmy się jakbyśmy byli z innego świata. Oni czekają w kolejce, my jedziemy. Ech – Serbio – zaczynamy przygodę. Lecz po chwili, po kilkuset metrach drugie bramki graniczne, tym razem z celnikami serbskimi. Sytuacja taka sama: kilkadziesiąt samochodów w kolejce i jeden pas wolny z napisem “CD”. Spojrzeliśmy na siebie i bez dłuższej chwili zastanowienia ruszyliśmy naprzód. Skoro raz się udało bez kolejki to i czemu drugi raz ma się nie udać. Po dojechaniu do bramki podszedł celnik, wziął paszporty, otworzył je, zamknął i machnął ręką zapraszając do jazdy… ale w drugim kierunku aby się cofnąć i czekać jak wszyscy :). Na ten niespodziewany gest grzecznie wrzuciliśmy wsteczny bieg i ruszyli do tyłu mijając twarze z uśmieszkami 🙂 Jak się później okazało jednak nie należymy do “Corps Diplomatique”, nie mamy dyplomatycznych paszportów, Kropek też nie wygląda na dyplomatyczny samochód (chyba że jakiegoś biednego afrykańskiego kraju) i musimy stać jak wszyscy, jak zwykli śmiertelnicy, jak większość obywateli zwykłego świata, ale przynajmniej jedne bramki udało nam się przejechać szybko jak Ci “lepsi”. Po 40 minutach czekania w upale, sprawdzeniu paszportów, wbiciu pieczątek wjechaliśmy na serbską ziemie i serbską autostradę. Serbia Tu chwilę, tytułem wstępu, po krótce zanudzę historią 🙂 Serbia jest jednym z najmłodszych państw Europy. Dzięki naszemy czytelnikowi Piotrowi Kieracińskiemu należy się tu sprostowanie: Oczywiście Serbia nie jest nowym, młodym krajem. Kraj oraz naród serbów posiadają bogatą historię. Od wieków występowali na mapach Europy (również jako Raszka, Zeta). Nasze powyższe, pierwotne zdanie to taki skrót myślowy – chodziło nam o obecny kształt granic Serbii. Powstała w 2006 roku po rozpadzie Serbii i Czarnogóry (Federalna Republika Jugosławii). Wcześniej wraz z innymi obecnie krajami istniała Socjalistyczna Federacyjna Republika Jugosławii (Jugosławia), utworzona po II wojnie światowej. Liczne nieporozumienia oraz mieszanka różnych narodowości i kultur w pewnym momencie sięgnęła zenitu i wybuchła krwawa wojna domowa. Bośnia i Hercegowina Pozostalości po wojnie ? Sarajewo dziś Poszczególne republiki wchodzące w skład Jugosławii walczyły o swoje miejsce we współczesnym świecie. W latach 1991-1992 nastąpił rozpad Jugosławii. Późniejsze lata jeszcze bardziej podzieliły to co zostało – Czarnogóra odłączyła się od Serbii, a na terenach Serbii pozostały jeszcze dwa autonomiczne regiony. W 2008 roku kolejne zamieszki doprowadziły do jednostronnego ogłoszenia niepodległości przez Kosowo. Niepodległość Kosowa na chwilę obecną uznaje około połowa stałych członków ONZ, w tym Polska. Drugim autonomicznym regionem z własnym prezydentem i premierem jest Wojwodina. Jest to północny region Serbii rozciągający się od granicy z Węgrami do Belgradu. Kończąc wstęp historyczny naszym pierwszym celem wycieczki była stolica Wojowidiny – Nowy Sad. Początkowo chcieliśmy jeszcze jechać do Kosowa, ale z powodu drogiego (50 euro) wjazdu na teren Kosowa oraz, że leży ono trochę nie po drodze planu naszych wakacji zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Droga od granicy do Nowego Sadu nie wywarła na nas jakiegoś większego wrażenia. Może dlatego, że jechaliśmy autostradą, która była dobrą drogą dwupasmową. Teren płaski, poza drogą pola, pola, pola i co jakiś czas radiowóz policyjny. Wnoszenie opłat za autostrady jest trochę inne niż u nas. Jadąc zauważa się jedynie znaki, że zaraz będzie odcinek płatny, przejeżdża się jakby nigdy nic, a po jakimś czasie bramki i opłata, która nie jest specjalnie wysoka. Wojwodina – Nowy Sad Yugo – ich jest tu mnóstwo Nowy Sad Po jakimś czasie zjechaliśmy z autostrady i późnym popołudniem wjechaliśmy do stolicy Wojwodiny – Nowego Sadu. Miasteczko małe i ładne. Co od razu rzuciło nam się w oczy to samochody o odpowiedniej temu regionowi klasie. Większość to Yugo, Zastawa itp., więc i Kropek mógł się poczuć jak coś lepszego 🙂 Mieliśmy zarezerwowany hotel (hostel) w centrum miasta więc przejechaliśmy przez niemal cały Nowy Sad i dotarli na ulicę Radnicką, gdzie znajdowało się nasze lokum. Kropek zaparkował pod drzewem na ulicy i weszliśmy do hostelu. Osoba, która nas przyjmowała była wyjątkowo miła i pomocna. Już dawno nie spotkaliśmy się z tak sympatyczną obsługą. Opowiedziała nam wszystko to co chcieliśmy i nie chcieli wiedzieć, dała mapę miasta, pokazała gdzie i jak iść. Przyznam, że pełen profesjonalizm. W hostelu natomiast jak nigdzie indziej był niespotykany dla nas system mieszkania. Pokoje dla gości nie były zamykane na klucz, a torby i co cenniejsze zamykało się w szafkach znajdujących się w holo-kuchnii. W innym pokoju goście nawet nie zamykali drzwi i spali przy otwartych. Samego właściciela jak i osób z obsługi od wieczora do rana nie było w budynku. Była tylko kartka z telefonem, że jak coś to jest w budynku na ulicy obok. Widać tu duże zaufanie do odwiedzających. Na miejscu dostępny telewizor, Internet, express do kawy itp. sprzęty i nikt nic nie wynosił w nocy 🙂 Rynek i Ratusz MPO Twierdza Petrovaradin Po ogarnięciu się i zalaniu łazienki skierowaliśmy się na stare miasto. Jego centrum czyste i zadbane, jedynie jak się skręci w mniej popularną ulicę to już gorzej. Śmieciarki – złożone z konia i wozu obklejonego tekturą. Obdrapane mury, kontenery z nie pachnącymi śmieciami. Natomiast rynek starego miasta jak większość innych tego typu centrów. Plac, kościół, ratusz i ludzie. Centrum tętni życiem, a im bliżej nocy tym większy ruch. Ratusz nocąZachód Czysta szeroka ulica handlowo-reprezentatywna przypominała nam zakopiańskie Krupówki. Przespacerowaliśmy przez nią i skręcili w kierunku drugiej pod względem wielkości rzeki w Europie – Dunajowi. Od właściciela hostelu wiedzieliśmy co nas tam spotka – twierdza Petrovaradin. Sam Dunaj czysty, szeroki i ładny. Po drugiej stronie mostu znajduje się wspomniana okazała twierdza. Efekt zachodzącego słońca nad rzeką sprawiał, że miejsce nad Dunajem było magiczne. Przeszliśmy przez most pooglądali zaniedbane budynki i wrócili do czystego rynku Nowego Sadu. Po drodze przeszliśmy przez miejski park, również ładny jak i tłummy. Na rynku zjedliśmy kolację, napili jakiejś wody, pospacerowali i udali z powrotem do hostelu. Zmęczeni po całym dniu wrażeń poszliśmy spać mając na uwadze, że to dopiero początek… Belgrad O poranku podekscytowani nowymi wyzwaniami i nowymi miejscami opuściliśmy Nowy Sad. Znów podróżując autostradą po dwóch godzinach dojechaliśmy do Belgradu. Tam nie mieliśmy w planach noclegu więc od razu zabraliśmy się za zwiedzanie. Miasto duże i zatłoczone. Nie było widać jednak specjalnie śladów bałkańskiej wojny. Widzieliśmy tylko jeden zniszczony budynek (nie wiem czy to od wojny czy od czegoś innego). W palącym słońcu dojechaliśmy pod jedną z największych na świecie cerkwi prawosławnych. Cerkiew św. Sawy Remont w Cerkwi Fontanna Cerkiew św. Sawy znajduje się w samym środku miasta i dumnie góruje nad wąskimi uliczkami. Parkingu obok nie znaleźliśmy ale akurat trwał remont cerkwi więc wjechaliśmy na teren budowy i zaparkowali. Nikt się nie czepiał, nawet stacjonującą obok policja. Cerkiew robi wrażenie – duży biały budynek z kopułami i krzyżami. W środku nie było prawie nikogo, chociaż co jakiś czas wchodziły pojedyncze osoby całowały portret świętego i wychodziły. Przed cerkwią znajdował się zadbany mały plac z fontannami i ławkami. Odpoczęliśmy chwilę i ruszyli rzek Znalezienie miejsca parkingowego bliżej starego miasta chwilę nam zajęło. Nie mogliśmy się połapać jak wygląda sprawa z opłatami za parkowanie. Pod tym względem miasto nie jest przystosowane dla zagranicznych gości. Podjechaliśmy pod ambasadę Słowenii i tam po krótkiej rozmowie z policjantami dowiedzieliśmy się, że opłaty za parkowanie wnosi się za pomocą smsa, ale na jaki numer, co wpisać w treści i ile wynosi opłata nie potrafili nam powiedzieć 🙂 Nigdzie nie było na ten temat informacji, znaleźliśmy tylko numer na jaki coś trzeba wysłać. Belradzki deptak Zrezygnowaliśmy więc z opłat i pojechali poszukać czegoś darmowego i bez problemów. Dojechaliśmy nad ujście rzeki Sawy i Dunaju do reprezentatywnego wzgórza z celtyckimi fortyfikacjami – Kalemegdanu, skąd roztacza się wspaniały widok na miasto i okolice. Znaleźliśmy tam darmowe miejsce obok zajezdni tramwajowej przy wejściu na wzgórze. Zanim jednak ruszyliśmy zdobywać fortyfikacje przeszliśmy przez stare miasto. Tu podobnie jak w Nowym Sadzie i innych miastach – zadbany i szeroki deptak z licznymi sklepami dookoła. Nic wyróżniającego się. Napełniliśmy brzuchy i poszliśmy zobaczyć miasto z góry. Kalemegdan to wielki park z muzeami, pomnikami, budowlami rzymskimi, cerkwiami i zoo, całość otoczona starymi murami obronnymi. Prawdopodobnie tu znajdowała się celtycka osada oraz rzymskie miasto. Spacerowanie po niektórych zakamarkach parku grozi śmiercią o czym przypominają odpowiednie tablice informacyjne. Na szczycie góruje pomnik Rycerza Zwycięzcy, który dumnie spogląda na panoramę miasta. Park to Panorama Belgradu Twierdza Kalemegdan Wieża despoty Stefana Belgrad z tego miejsca wydaje się zielonym miastem. Niestety będąc w środku rzeczywistość pokazuje nieco inny obraz – duży ruch, chaos, kurz i smog połączony z ponad trzydziestostopniowym upałem. Belgrad to z pewnością ciekawe miasto, nieco inne niż zachodnie europejskie stolice. Nie ma tu tylu turystów co we Wiedniu czy Budapeszcie. Na pewno jest jednak warte odwiedzenia. Jeśli mielibyśmy nieco więcej czasu z pewnością poznaliśmy Belgrad lepiej i z pewnością znaleźli wiele ciekawych miejsc. My jednak nie mieliśmy całego dnia, a w planach jeszcze około 200km, niestety już nie po autostradach więc po odpoczynku w parku wsiedliśmy w samochód i znów przemierzając cały zatłoczony Belgrad udaliśmy się w kierunku górzystych terenów. Zlatibor Serbskie góry Jezioro z Zlatiborze Po kilkudziesięciu kilometrach skończył się płaski teren a zaczęła powolna wspinaczka. Początkowo zielone małe górki zmieniały się w coraz większe i większe. Początek Gór Dynarskich to takie nasze Bieszczady. Nie za wysokie i zielone. Im dalej na południe tym wyżej i ciekawiej. Naszym celem na ostatni nocleg w Serbii był Zlatibor. Wcześniej słyszeliśmy określenie, że Zlatibor to mała górska miejscowość nazywana Serbskim Zakopanem. W rzeczywistości odnieśliśmy wrażenie, że ktoś kiedyś wpadł na pomysł aby otworzyć setki straganów i utworzyć miasto w stylu “Targ i Rozrywka”. W mieście poza bazą wypadową w góry i małym sztucznym jeziorem znajdują się owe stragany i setki a nawet tysiące ludzi, którzy nie robią nic poza wydawaniem pieniędzy. Poza tym centrum targowym nie widzieliśmy jakichś tłumów, ani na pobliskich górskich polanach ani w pobliżu okolicznych miejscowości. W centrum Zlatiboru wszyscy cieszyli się zapachami kurczaków i kebabów, zimnym piwem i muzyką – beztroskie życie w centrum niczego 🙂 Nie myśląc za dużo wtopiliśmy się w tłum i oddali wakacyjnemu konsumpcjonizmowi. Ku przygodzie Po przespanej nocy w jednym z apartamentów wstaliśmy niczym świt i oddalili w kierunku Czarnogóry. Im bliżej granicy tym ładniejsze góry i większa ekscytacja. Coraz bardziej zanikały drzewa a ukazywały się skały. Prędkość podróżna zmniejszyła się znacząco w porównaniu do dnia poprzedniego. Górskie drogi i małe miasteczka z dużą dawka patroli policyjnych to nie autostrady. Co jakiś czas pod górą wydrążone tunele pozwalały nieco skrócić i przyciągnąć bliżej cel podróży. Wsie i miasteczka znikały w tylnym lusterku a przed przednią szybą wyrastały coraz to nowe góry. Po kilku godzinach przywitało nas kilka baraków oraz znak “Stop Policia”. W kolejce na granicy Serbsko-Czarnogórskiej spędziliśmy około godziny. Tu nie było dla nas osobnego pasa jak poprzednio 🙂 W końcu celnik serbski popatrzył z uśmiechem w paszporty, machnął ręką a my po chwili cieszyliśmy się z toczenia po czarnogórskiej drodze. Goodbye Serbia – Welcome Montenegro krzyczały razem z nami tablice informacyjne. I tak z uśmiechami na twarzach coraz bardziej zbliżaliśmy się do wyczekiwanego wypoczynku nad Morzem Adriatyckim. Ale jak się kilka kilometrów dalej miało okazać nasz uśmiech był przedwczesny, a niespodziewane problemy graniczne miały się dopiero zacząć……. Serbskie panoramy Skalne zwisy Granica z Czarnogórą Belgrad – upalne centrum Belgradu Stolica Serbii Belgrad jest miastem, które miałem okazję odwiedzić wielokrotnie. Właściwie to tak naprawdę od niego zaczęła się moja przygoda i miłość do Bałkanów oraz Serbii. Ciężko mi teraz wyjaśnić dlaczego, ale pewnego czerwcowego przedpołudnia 2006 roku wsiadłem w Tarnowie do pociągu Euro City Józef Bem relacji Warszawa Wschodnia – Budapeszt. Moim celem nie była stolica Węgier, ale właśnie Belgrad. Dotarłem na Węgry i zaokrętowałem się do nocnego składu do Serbii. W tamtych czasach bardzo niewielu podróżników udawało się do tego państwa. Kraj po wojnach w byłej Jugosławii miał w Polsce fatalną prasę i opinię, a całe Bałkany kojarzyły się wyłącznie z wojną. Nie chcę się rozwodzić i wspominać jak to było kiedy wysiadłem z pociągu, jakie wrażenia miałem i odczucia. Tego macie aż za wiele w innych wpisach. Do dziś dnia sam nie wiem dlaczego nie skierowałem się np. do Bukaresztu. Z resztą… nieważne. Rano przybyłem do miasta, znalazłem hostel naprzeciwko stacji kolejowej i zostałem na tydzień. Od tej pory bywałem tu wielokrotnie. Nie jestem w stanie tak naprawdę policzyć ile razy na przestrzeni ostatnich 10 lat, ale na pewno kilkanaście. Długo myślałem jak ugryźć Belgrad. Jak go opisać? To ostatnie miejsce w Serbii, którego nie przedstawiłem na blogu. Aż w końcu przypomniałem sobie. W hostelach zawsze spotykałem mnóstwo Amerykanów, Niemców, rzadziej Polaków, Anglików. Oni przyjeżdżali do Belgradu na tzw. city break – kilkudniowe, rzadziej tygodniowe, wypady. Zastanawiałem się czemu stolica Serbii, a nie Praga, Budapeszt czy inny Wiedeń. W tekście poniżej znajdziecie odpowiedź! Parlament serbski w Belgradzie Panorama Belgradu nad Sawą Dlaczego stolica Serbii to twój super city break?! Belgrad jest inny ! – przyjeżdżając tutaj pierwszy raz te ponad 10 lat temu, miałem mgliste wyobrażenie jak on wygląda. Szczerze mówiąc spodziewałem się, że to będzie kolejne środkowoeuropejskie miasto w stylu Pragi czy Budapesztu. Nie świadczy to o mnie dobrze, no ale. Serbska stolica jest zupełnie inna – jeżeli nudzi Was piękna, ale zadeptana przez miliony turystów Praga, jeżeli piękny Budapeszt to też nie to, a Wiedeń sprawia, że macie ochotę wymiotować na widok tych wszystkich wymuskanych i odrestaurowanych pałaców i kamieniec, to Belgrad jest miastem dla Was. Lub jeśli chcecie po prostu zobaczyć i przeżyć coś innego. Stąd bierze się wzrastająca w ostatnich latach popularność Belgradu. Stolica Serbii jest poza utartym szlakiem – nie przyjeżdżają tu tłumy wycieczek. Nie będziesz się obijał o innych jak w Pradze na Moście Karola. Nie spotkasz także połowy Warszawy, bo właśnie opanowała w weekend majowy czeską stolicę. Jest sporo turystów, ale to inny gatunek niż ci, co w złotej trójce Europy Środkowej – Pradze, Wiedniu i Budapesztu. Odetchniesz od tłumów, japońskich selfie w każdym możliwym miejscu i poczujesz się swobodnie. Belgrad jest popularniejszy niż był, ale nadal to jest fajne miejsce, na luzie i swobodne. Ciężko powiedzieć także, aby był popularny. To chyba także jedno z niewielu miejsc w Europie, gdzie rzadko można spotkać innych Polaków, co także świadczy o tym, że nie jest to zbyt popularna destynacja. Serbowie to najbardziej gościnny naród w Europie – i ja byłem tym bardzo zaskoczony. Nie znasz drogi do hostelu? Nie masz biletu w autobusie? Nie wiesz na której stacji wysiąść? – ne ma problema! Zawsze ktoś Ci pomoże. Na początku myślałem, że to nie jest naturalne, że oni tak dlatego, że ja innostraniec. Ale przez te 10 lat już się wielokrotnie przekonałem, że jest to autentyczne i że polska gościnność jest tylko przysłowiowa. Serbska to część tego kraju i część serbskiej duszy. Ponadto Serbowie lubią Polaków. I nie jest to frazes. Belgrad to najbardziej imprezowe miejsce na Bałkanach – jeżeli szukasz imprez do białego rana, fajnych klubów, dyskotek w bałkańskim stylu to tu je znajdziesz. Serbowie mawiają, że to miasto nigdy nie śpi. Ja fanem imprez nie jestem i czuję się już na nie nieco za stary, ale ponoć najlepsze są w Serbii, w jej stolicy. Serbowie lubią, umieją i chcą się bawić. Czasami mnie zastanawia kiedy oni pracują, ale 🙂 Ceny – stolica Serbii jest tania – nie jest tak tanio jak na Ukrainie, ale nadal tanio. Dinar serbski nie jest najsilniejszą walutą świata, mówiąc najogólniej. Nie przeżyjemy szoku kupując piwo czy idąc do restauracji. Kompletny przewodnik tutaj: ceny w Serbii. Belgrad – ulica Knjeza Mahajlova Generalnie, niestety, sam Belgrad jest najdroższym miastem w całej Serbii, co nie znaczy, że dla nas będzie drogo. Nadal będziemy sobie mogli pozwolić na wiele, a noclegi w hostelach są najtańsze w całej Europie poza Ukrainą. Transport publiczny oraz inne koszty także nas nie zaskoczą. Belgrad – kolejne 5 powodów aby tu przyjechać! 6. To serce Bałkanów! Stolica Serbii to nie tylko geograficzny środek półwyspu Bałkańskiego. To także miejsce, gdzie i tak będziemy jadąc lądem czy to do Macedonii czy do Czarnogóry. Z Belgradu dostaniemy się pociągiem lub autobusem do Sarajewa, Podgoricy, Sofii, Salonik, Skopje, Zagrzebia, Timiszoary i wielu, wielu innych miejsc na Bałkanach. Tak naprawdę można powiedzieć, że na półwyspie wszystkie drogi prowadzą nie do Rzymu, a do Belgradu. Koleją także. 7. Fantastyczny street food – przeglądając wielokrotnie w anglojęzycznym internecie opinie i wrażenia turystów plecakowych z Serbii, natrafiłem wiele razy na zdanie, że mają tu najlepsze uliczne jedzenie w Europie. Dla mnie nigdy to nie było aż takie wyjątkowe – dopiero stosunkowo niedawno zwróciłem na to uwagę. Paradoksalnie podczas weekendu w Zagrzebiu brakowało mi zapachu grilla, wszechobecnych budek z pljeskavicą i cevapi. Przy czym nasz hamburger czy jakiś mcdonalds nie umywa się do prawdziwej pljeskavicy. Fantastyczny zapach grillowanego mięska i innych pyszności zaatakuje Was już od samego wyjścia z pociągu. Macie ochotę na kawałek pizzy? Zaskoczeni będziecie jak dobra ona będzie na ulicy. Polecam spróbować pizzy z caribic pizza, kiełbasy ze skadarskich kobasic koło ulicy Szkoderskiej, pljeskavicy z budek naprzeciwko dworca autobusowego, pity z wiśniami oraz burka z jakieś piekarni. 8. Stolica Serbii jest bałkańska! – jeżeli chcecie poczuć Bałkany, zasmakować ich chociaż trochę, zaznać bałkańskiego stylu, klimatu, zapachu, gwaru, luzu i hałasu Belgrad jest tym czego szukacie. Nie jedźcie do Zagrzebia czy Ljubljany, bo one bałkańskie nie są. Przypominają bardziej Wiedeń czy Pragę niż Skopje lub Sarajewo. Główne miasto Serbii nie jest z zewnątrz takie ładne, zadbane i wymuskane, ale niewątpliwie ma klimat. Ja kiedy jestem tutaj, a jestem co najmniej dwa razy do roku lub częściej, czuję że jestem na Bałkanach. Wy też to poczujecie pod każdym względem. W lecie zaznacie słynnego bałkańskiego skwaru – pamiętam do dziś dnia najgorętszy dzień w swoim życiu. Pod koniec czerwca 2014 roku było tutaj 39 stopni w cieniu. Wszyscy na siebie trąbią, jak w Albanii, wszyscy ubrani spod igły jak u Prady, wszędzie nowe fury, takich jak w Warszawie nawet nie ma, a obok zapach burka i pljeskavicy. Bałkany pełną gębą! 9. Miasto jest nie dla wszystkich – i nie każdemu się spodoba. Ale niektórzy je pokochają. Dam przykład moich dwóch Przyjaciół. Jeden, Bartek, jak zobaczył Belgrad stwierdził – Boże jak tu brzydko. Na wieść że każdą kolejną wyprawą będziemy w Belgradzie przejazdem bądź chociaż na kilka dni reagował krzywą miną. Miasto nie jest takie jak klasyczne, zadeptane Praga Budapeszt czy Wiedeń. Natomiast rok temu już zaczął trochę inaczej do niego podchodzić. Pewnie nigdy mu się nie będzie podobał, ale… Drugi z nich – Romek wysiadając na stacji Beograd dwa lata temu był zachwycony. Biegał z telefonem, robił zdjęcia, kazał sobie robić zdjęcia i wrzucał na fejsa. Od tej pory jest zachwycony stolicą Serbii i na pytanie gdzie chce jechać odpowiada: do Belgradu. Ja jestem gdzieś pośrodku, ale to że stolica Serbii jest nie dla każdego to oczywisty plus. Jeżeli lubisz podróże poza utartym szlakiem, miasta których styl przypomina skrzyżowanie Moskwy z Bałkanami, to przyjedź tutaj. Ponadto fani architektury socrealizmu znajdą ogromny Novi Beograd, który nie przypomina niczego, co kiedykolwiek widziałem. 10. Jest blisko Polski – to najbliższa bałkańska stolica. Niestety, nie ma bezpośrednich tanich lotów od nas do Belgradu, Natomiast możemy w miarę szybko dotrzeć samochodem a także bardzo tanio pociągiem. Z Krakowa to naprawdę nie jest daleko. Ponadto nikogo nie zdziwi czy nie zainteresuje jak powiesz że byłeś w Budapeszcie czy Pradze, bo każdy chyba już tam był. Jak powiesz że byłeś w Belgradzie to już co innego:) Belgrad nocą Belgrad – informacje praktyczne jak dojechać do Belgradu? Z Polski najłatwiej i najszybciej dotrzeć do serbskiej stolicy bezpośrednimi połączeniami naszego narodowego przewoźnika. Niestety, ceny poza promocjami są mało zachęcające. Natomiast w „szalonej środzie” możemy upolować nawet za 300-350 zł co najmniej lot w obu kierunkach. Nadal to nie jest jakoś strasznie tanio, ale już nie horrendalnie drogo, dojazd do i z lotniska w Belgradzie zapewniają dwie linie autobusowe – A1 oraz 72. Linia 72 jedzie do oraz startuje z miejsca Zeleni Venac. Jest to samo centrum miasta – cena za bilet u kierowcy to 150 dinarów ( 5 zł ). Kursuje dwa razy na godzinę, czas jazdy to ok 45 – 60 minut. Linia A1 , którą polecam, to linia ekspresowa. Kursuje na aerodrom Nikola Tesla całą dobę: w nocy co godzinę, w dzień od 7 do 20 co 20 minut. Cena za bilet to 300 dinarów czyli ok. 10 zł. Autobus jedzie spod terminalu na Plac Slavija w centrum miasta. Nie ma potrzeby brać taksówki, jeżeli ktoś bardzo potrzebuje komfortu to za takową zapłacimy przynajmniej 1500 rsd ( ok. 50 zł ), ciekawą i bardzo tanią opcją jest dojazd pociągiem do Belgradu. Serbska stolica ma 3 połączenia dziennie do i z Budapesztu. Musimy do niego najpierw dotrzeć ( polski bus, bla bla car, czy pociąg ) a następnie według rozkładu w tabeli udajemy się w kierunku Serbii: Pociąg numer343 "Ivo Andric"Euro City 345 "Avala"341 "Beograd"Cena Budapeszt € - 20 € T/P Nowy € - 20 € T/P € - 26 € T/Popcjonalnie kuszeta8 € lub 10 € Pociąg numerEC 344 "Avala"Brzi Voz 342 "Ivo Andric"Brzi Voz 340 "Beograd"Cena eur T/P, 16 eur T lub P, + 8 eur kuszeta Novi eur T/P, 12 eur T eur T/P, 12 eur T Budapeszt Bilet tam i z powrotem z Budapesztu do Belgradu to 26 euro czyli troszkę ponad 100 zł. Natomiast dojazd do stolicy Węgier możemy upolować polskim busem nawet od 1 zł, więc cały koszt transportu do Serbii możemy zamknąć już od 100 do 150 zł. Jeżeli mamy czas lub taką ochotę, to polecam podróż w ten sposób. noclegi w Belgradzie, zwłaszcza w hostelach, są bardzo tanie. Nie powinniśmy zapłacić więcej niż 30 zł w pokoju wieloosobowym, natomiast będąc już w kilka osób bardzo korzystnie wychodzi wynajęcie całego mieszkania czy apartamentu. W samym centrum miasta, na znajdziemy coś w cenie nie wyższej niż 40 zł od osoby, miasto można zwiedzić bez większych problemów na piechotę, natomiast komunikacja miejska w Belgradzie także funkcjonuje dość sprawnie. Problemem może być ogarnięcie tych wszystkich linii, które po mieście funkcjonują, a jest ich ogromna ilość, bilety na autobus i tramwaj w Belgradzie kupujemy w postaci karty prepaid o nazwie bus plus – nabywamy kartę w kiosku, następnie doładowujemy ja określoną kwotą. Po wejściu do pojazdu przykładamy do czytnika i jest pobierana opłata za przejazd. Nie polecam ryzykować jazdy bez biletu – o ile jeszcze kilka lat temu bilet był nikomu nie potrzebną fanaberią, to teraz kontrolę są bezwzględne i bardzo, bardzo częste. Bilet jednodniowy 250 dinarów, trzydniowy 750 dinarów, pięciodniowy 1000 dinarów – czyli odpowiednio 9 zł, 27 zł i 30 zł. Ważny jest na tramwaje, autobusy i trolejbusy. planując dalszą podróż na Bałkany, z Belgradu dostaniemy się czy to autobusem czy pociągiem praktycznie wszędzie. Międzynarodowe połączenia kolejowe poniżej, więcej o podróżowaniu koleją po Serbii tutaj, Z Belgradu do:ZagrzebiaBudapesztuLjubljanySofiiPodgoricy 20,04, Cenaod 19€16€ T lub 26€ T/Pod 25€ok 30€19,20€ Uwagi:* kursuje w relacji do Wiednia* kurs. w wakacje* kurs. w wakacjeDopłata za kuszetę 6 €, autobusami dotrzemy do Sarajewa, Podgoricy, Budwy i Skopje – połączenia są bardzo częste, co najmniej kilka razy dziennie do każdego z wymienionych miast, Belgrad na filmie (PLAY) Belgrad na zdjęciach (KLIK) Zostawione na pamiątkę ślady po bombardowaniach NATO Centrum Miasta Całkiem przyjemnie Monumentalna architektura Kalemegdan Widok na Novi Beograd Sawa Trolejbusy Budynki rządowe Belgrad centrum Deptak Deptak Novi Beograd Ambasada Grecji Parlament nocą Belgrad nocą Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chciałbyś więcej informacji, zdjęć oraz filmów zapraszamy do polubienia wsparcia bnloga i polubienia NASZEGO FEJSBOOKA. Dziękujemy 🙂 🙂 🙂 ZAPRASZAMY DO POZNANIA LEPIEJ NAJGOŚCINNIEJSZEGO KRAJU W EUROPIE, CZYLI SERBII 🙂 🙂 🙂

jak wygląda flaga belgradu